Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia


Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia.

Hmm… myślisz, że to oklepany temat? Nie jest tak w moim przypadku. Nie patrzę na to, jak większość ludzi… Niestety.

Od czego zacząć wywód na temat tych kilku dni w roku? Pewnie od samego początku, czyli od przygotowań. 

Długo mógłbym opowiadać jak to wspaniale jest w tym okresie. Ubieranie choinki (oh, oh), wybieranie ozdób do mieszkania, poszukiwania prezentów… NIE.
Okres przedświąteczny to przede wszystkim sprzątanie domu… Oczywiście dla Jezusa no bo jakby inaczej. Rzecz w tym, że każdy się oszukuje. Nie robimy tego dla tej pary imigrantów szukających na siłę schronienia (pozdrawiam wszystkich tych zagorzałych przeciwników imigrantów w tej chwili), lecz dla rodziny, która przybędzie lub mamy nadzieję, że przybędzie. Powiedz mi drogi czytelniku/czytelniczko… W jakim celu sprzątasz, ukrywasz, przemeblowujesz mieszkanie przed świętami i to zazwyczaj w miejscach, gdzie normalnie tego nie robisz? Co Ci przeszkadza ten wazon, który stoi tam już pół roku z tą paprotką… Stał to niech stoi… Święta z nim w tym miejscu nadal będą świętami… Zdziwię Cię, ale nawet się odbędą, jeżeli on nadal będzie tam stał…
Podziwiam te osoby, które mi odpowiedzą, że musi być czysto i takie tam. Nie wiem jak wy, ale ja staram się mieć porządek 365 dni w roku a nie 3 (poza kurzami, bo to się mnoży samo).
Bajki tego typu słucham oczekując wpadnięcia jakiegoś smoka, który da swoją łuskę w momencie idealnej czystości… Zamiast smoka może być teściowa dająca czekoladę… Zależy od bajki.


Przejdę zatem do bliższego terminu. Postawmy na 23 grudnia. Od lat słyszę to samo. 
“O kurwa! Jeszcze ocet”
“Nie ruszaj, to na święta!”
“Jak będziesz niegrzeczny, to mikołaj nie przyjdzie, bo on patrzy”
“Pamiętaj, aby rano po chleb iść”
“Gdzie jest papier do pakowania prezentów”
“Ja pierdole! Ciocia nie może ostrego barszczu- zrobię drugi dla niej też”
“Umyj kafelki na balkonie”
I tym podobne… Śmiało- śmiej się… Taka prawda.
Można by z tego zrobić niezłe bingo rodzinne do skreślania tekstów, jakie już słyszeliśmy podczas przygotowań.
Powiem Ci mój Drogi czytelniku, że jest w tym swoista magia. W tym roku po raz pierwszy od jakiś 7 lat zdobyłem choinkę u siebie w domu. Co prawda ma całe 15 cm… Jednak jak na mnie to progres. Nigdy do tego wagi nie przykładałem (dobra kiedyś chciałem, ale mi przeszło). 
Notorycznie od kilkunastu lat spędzam wigilię w różnych miejscach w Polsce i na świecie. Kilka ostatnich wigilii spędziłem u byłej teściowej i całej familii mojej ex. To też się przyczyniło do umierania we mnie tej iskry świątecznej… O tym później.

Zgrabnie docieram do dnia poprzedzającego właściwe Święta. 
Wigilia- magiczny okres oczekiwania na gości/mikołaja… oraz kres wytrzymałości fizycznej i psychicznej.


Gdy już wszystko się uda (to oczywiście dzięki tej przestawionej doniczce) i jak zwykle nadchodzi pora zasiadania do wieczerzy… Zaczyna się coś, czym tak naprawdę się karmię.
Gra pozorów, udawanej miłości i szczerości. Po kolei.
Jak już wspomniałem niegdyś nie jestem religijny, a z natury dość Ateistyczne mam podejście do świata, oraz Świąt. 
Sam początek- przychodzą goście. jednych lubimy więcej, innych mniej.
Już w tym momencie jakbym tak strzelił stopklatkę widać narysowane ślicznie kredkami uśmiechy na twarzach, wzruszenia (w skrajnych przypadkach łzy).
Prosty przykład:
 “O! Jaka ona jest już duża!”
No jest duża i jakbyś się jakkolwiek interesowała rodziną nie tylko podczas “spędów” typu święta, pogrzeby czy komunie byś to wiedziała. Zaraz usłyszę głosy, że przecież żyjemy w ciągłym biegu itp, itd…
Tak. Żyjemy w biegu i sam jestem tego doskonałym przykładem, jednak także żyjemy w czasach niesamowitej technologii. Wystarczy kontakt z rodziną. Wystarczy krótka rozmowa telefoniczna, aby po niej sobie przesłać zdjęcia… Napiszę więcej.
Mam przyjaciela, u którego nie byłem już lat z dwa… Jednak doskonale wiem jak rośnie jego syn. Często zabiegany otrzymuję od jego bądź jego żony zdjęcia. Dziękuję im za to. Myślę, że rozumieją mnie i moją sytuację i dlatego nie prosząc się je otrzymuję. Jest to czymś tak ważnym dla mnie, że nikt mi nie wciśnie, iż się nie da tak robić.
Dziękuję Mati za kolejny wspólny rok.


Wyłączmy stopklatkę. Jesteśmy już przy wspólnym, wspaniałym stole wigilijnym. 
Wrócę do tego, dlaczego moja ex i jej familia zepsuła mi tę iskierkę.
Wyobraźcie sobie, że są rodziny, w których zazwyczaj jedna osoba obok drugiej nie siada. Mało tego nie darzy się szacunkiem w każdej możliwej okazji. No i mamy moment, gdy najstarsza osoba recytuje modlitwę (stoję jak kołek- ale to ich tradycja…spoko) i nagle takie wielkie boom! Opłatek.
Kawałek wypiekanej mąki z wodą… W dodatku nieosolony ani jakkolwiek doprawiony (nawet na zagryzkę się nie nadaje zbytnio). Oczom nie wierzę, że te osoby się dzielą nim (mnie próbowali namawiać, ale ja to robię inaczej… Tak jak moja siostra) i życzą sobie zdrowia, szczęścia i tym podobnych bzdetów. Po pierwsze. Po kiego grzyba życzyć sobie takich rzeczy i to w dodatku dodając “Na święta”. Wszystkim moim bliskim osobom tego z całego serca życzę… NA CO DZIEŃ! 
Nie kurwa raz czy tam dwa razy do roku licząc, że jakoś się dokulają do następnego spędu rodzinki. Po drugie. Nie siadam do stołu z osobami, których nie trawię (chyba, że muszę jak na załączonej historyjce). Należę do osób, które brzydzą się tak sztucznie pompowaną miłością i wszelkiej maści udawanym odruchom ludzkim. To mnie niszczy niestety. 


Ok. Jemy już wspólnie te wieczerzę… W standardzie dwanaście potraw, potem ciacha z kawą, prezenty i alkohol.
Podczas samej kolacji oczywiście nie zabrakło tematów typu :
1. Polityka- A Ci są tacy a Ci tacy.
2. Zdrowie i Uroda- Ależ ty schudłaś, jak zdrowie, ślicznie Ci w brązowych włosach.
3. Badoo.święta.pl- Kiedy w końcu poznamy twoją wybrankę/twojego wybranka, kiedy dzieci, długo jeszcze będziesz z nim/nią.
4. Film i Seriale- Zaraz Kevin na Polsacie, oglądałem fajny serial na Netflixie.
5. Podróże- Ładny kawał świata w tym roku zwiedziłeś.

Lista oczywiście dłuższa bądź krótsza w zależności od ilości osób, oraz częstotliwości ich spotykania.
Jednak dla mnie hitem są….


Zaręczyny w trakcie jedzenia lub tuż po.
Motyle mi telepią się w żołądku niemal jak widzę co roku kilka/kilkanaście postów zmian statusu na “zaręczona/y”. Just kidding…
Motyle jak się odzywają to te alkoholickie, bo po telefon sięgam zazwyczaj po całej tej szopce… I już jestem lekko dziabnięty. To jest tak samo fajne jak czytanie nekrologów. Coś się skończyło, wszyscy dookoła wielki szok, a sami zainteresowani nie widzą nic poza sobą. Powinni mi na ten okres dawać zniżki na popcorn. Wieje romantyzmem tak, że będę go jadał w szaliku i czapce… Zaraz za zaręczynami podziwiam wszystkie te “radosne chwile” choinki, stoły itp. 
Szkoda tylko, że wiem, iż te “radosne chwile” u większości są sztuczne, a jednak mimo to ludzie to robią… Tak trudno sprawiać, aby te chwile były częściej niż tylko na święta… Wiem- dziwnie na to patrzę.


Z memem powyżej muszę się zgodzić. Odkupiam swoje winy przelewając morze alkoholu rok rocznie. Chyba z tego powodu, że na trzeźwo to jest dla mnie za trudne. Nie wiem… W tym roku piłem wyjątkowo w święta z osobą, którą szanuję i jakoś tak normalnie było. Wiadomo… śmiechu także co nie mała. Poprzednie kilka świąt niestety towarzystwo było nazwijmy to delikatnie “inne”.
Dzięki szwagier… Była moc.

Oczywiście jak jest alkohol zdarzało się, że pojawiały się waśnie i stare rany odkopywane. Może nie w te święta, ale na takowych także bywałem. Kończyło się to zazwyczaj jakimś mniejszym lub większym kalectwem… Nie moim.


Mniej więcej można w skrócie ująć, że to na co większość pracuje tyle czasu podczas przygotowań… Zawsze jakoś podobnie się skończy (minimum foch kogoś).
Teraz się zastanawiasz? Dobrze wiemy oboje, że tak w 90% przypadkach jest… Nawet jak nie u Ciebie to znasz jedną taką wieczerzę, która w tym roku się tak skończyła. Jeżeli jednak nie znasz- wyjdź do ludzi… a nie czytasz moje bazgroły ( Bang!).
Kolejną fajną kwestią są kolejne dwa dni świąt… Kolejne spotkania z rodziną, kolejne (te same) tematy, oraz zaczyna się wymigiwanie, że… Przytyłam/em w te Święta…
Nie! gruby/gruba byłeś/aś już na wakacje… ta przykrywka działa tylko na te osoby, co z nimi kontaktu nie utrzymujesz… ale i tak do nich idziesz- Gratulacje… Chylę czoła.


Samoakceptacja, bla, bla, bla…Wiadomo. Umarła.

Na koniec wpisu w błyskawicznym skrócie przedstawię wam jak to wygląda u mnie aktualnie.
Przygotowania były robione przez moją siostrę wraz ze szwagrem. Sama wieczerza z racji naszego ateizmu (i tak samo jak rodzice nam przekazywali):
Bez opłatka- Dopuszcza się u nas opłatek na filiżance, aby sobie go zjeść i pomyśleć życzenie.
Sianko pod obrusem- aby były pieniądze w następnym roku.
12 potraw wigilijnych- nie dlatego, że było dwunastu apostołów czy coś w ten klimat. Jest ich tyle, ponieważ mamy dwanaście miesięcy, przez które mamy nadzieję przebrnąć w dostatku… 
I tutaj ważna jak nie najważniejsza zasada przy naszym stole wigilijnym. Nikt nie odchodzi od stołu, dopóki wszyscy nie spróbują potraw (każdą trzeba posmakować na znak tych 12-tu miesięcy, oraz szacunku do pracy włożonej w przygotowanie ich). Spytasz dlaczego? Ponad 40 lat temu kiedy jeszcze nie było tego przykazania… podczas wieczerzy jedna z osób odeszła od stołu. Na następny rok ta osoba już nie siedziała przy nim. Sytuacja powtórzyła się 3 lata później… Mnie jeszcze na świecie nie było, jednak za dzieciaka ojciec nas o tym informował regularnie. Utkwiło nam to w głowach i wraz z siostrą po prostu nie wstajemy od stołu. Nawet jak spędzałem wigilię gdzieś poza tym gronem, gdzie ludzie wstawali, gaworzyli i łazili podczas spożywania posiłków… Ja siedziałem twardo. Nie chcę próbować, czy to przypadek, czy reguła.
Wolny talerz dla gościa- owszem…zawsze go mamy. 23 lata temu spotkałem się z tym że ten talerz był potrzebny, bo wpadł wędrowca…A drzwi zawsze były uchylone na czas siedzenia przy stole.
Najwspanialsze przy normalnej kolacji wigilijnej wg mnie jest to, że tak jak w naszym przypadku niczego się nie udaje. Nie każdemu to pasuje… Jednak to są nasze święta. Nie piejemy do kieliszka kolęd, nie chodzimy na pasterkę (bądź nawet obok), nie pytamy się o durnoty typu: Kiedy to czy kiedy tamto. Znamy się na tyle, że nam to nie jest potrzebne.
Specjalnie robię ten wpis po tych świętach, aby był on sumą tego jak to jest i jak powinno być. Wiedziałem, że będę miał kontrast. Od zakłamania i fałszywych uśmiechów po szczery śmiech i radosne spożywanie tych wszystkich potraw. Są osoby, dzięki którym dostrzegam sens… 


Każdy ma swoją tradycję… Jednych kręci zapach forsy innych własnych stóp. Wiem także, że wiele osób popiera moje widzenie na ten temat… Lub też chciałoby tak spędzać święta… Naturalnie… Bez większej spiny. 
Mimochodem dodam, że rywalizacja szwagier vs podłoga 0:1… Może następnym razem ja będę pod stołem spał…
Są też osoby, które mimo tego całego mojego życiowego zawirowania potrafią sprawić, że w końcu kupiłem “imitację gałązki” zwanej dalej choinką… Spraw, abym w następnym roku chciał ją mieć ponownie.

Tyle. 


Ostrzegam, że na tą chwilę nie mam tematów do postów.
Zostaw mi nurtującą Cię sprawę gdzieś tutaj na dole w komentarzu.


Ciesze się, że mogłem się z Tobą podzielić tym jak widzę Święta Bożego narodzenia.

Pozdrawiam.
Szyderca Włóczykij

Dodaj do zakładek Link.

5 odpowiedzi na „Z czym kojarzą mi się Święta Bożego Narodzenia

  1. Szyderco, wiele prawdy w tym co piszesz. Dlatego od 5 lat odpuściłam i po prostu celebruję ten czas. Wszystkiego dobrego na codzień!

  2. Desamparada mówi:

    Super tekst i dużo prawdy w tym. Ja owszem mam choinkę ale cenią swój czas i na wariata nie sprzątałam dałam to co najlepsze mój czas6 bliskim osobą. Poza tym dania tak ale mniej bo u mnie się tego nie przeje i nie wyrzucam potem jedzenia. Wszystkie dobrego na każdy dzień ☺.

  3. Sporo prawdy zebrało się w tym tekście. Ja osobiście choinkę ubrałam tydzień przed, jedzenie gotowałam w Wigilię – tyle, by wystarczyło dla wszystkich i nie zalegało tygodniami w lodówce, sprzątałam dwa dni przed Wigilią i… po prostu podeszłam do tego na luzie. 🙂 Pozdrawiam!

  4. Fotoludki mówi:

    Świetnie wybrane memy do całej treści – uśmiałam się, ale muszę jednak z przykrością stwierdzić, że niestety, często tak to bywa. Dieta idzie na zupełny bok, najlepiej daleko za stołem wigilijnym, a konflikty rodzinne bardzo często są niezwykle zagorzałe.
    …na szczęście już po świętach 😉
    – Fotoludki

  5. Adrasteja mówi:

    Jak na moje temat świąt nigdy nie będzie oklepany, bo jest w nich swego rodzaju magia i zawsze będzie 🙂
    Wiele prawdziwych sytuacji zostało przytoczone w tekście.
    Moja mama na szczęście pozwala jeść już 23, aby nic się nie zepsuło 😀 Wiadomo, niektóre rzeczy muszą zostać w całości na wigilijny stół ;p
    Memy strasznie mi się spodobały 😀 Zwłaszcza te z zaręczynami haha 😀
    Wszystkiego dobrego 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *